Dwie Teosie

Życiorysy Jana Matejki i Stanisława Wyspiańskiego – mistrza i ucznia – łączy zaskakująco wiele. Obaj zostali wcześnie osieroceni przez matki. Obaj byli drobni i chorowici. Obaj od dziecka fascynowali się historią. Nawet chodzili do tej samej szkoły – Gimnazjum św. Anny – oczywiście w różnych latach. Obaj mieli też żony Teodory i tak się składa, że obie owiane są do dziś czarną legendą. 

No właśnie, zwykle jeśli ktoś wspomina o Teodorze Matejko lub o Teodorze Teofili Wyspiańskiej, to raczej w negatywnym kontekście. Ponad milion wyświetleń ma film na YouTube, w którego tytule pierwsza z pań nazwana została „suką”. To określenie zostawię bez komentarza, ale chciałam dziś wziąć obie Teodory w obronę, bo jestem zdania, że obiegowe opinie na ich temat są co najmniej krzywdzące.

Do podjęcia tego tematu zainspirowała mnie krótka rozmowa z Olą, która prowadzi na Instagramie świetne konto porozmawiajmyosztuce.

Każda potwora….

Prawie zawsze podkreśla się, że żony Matejki i Wyspiańskiego były brzydkie. Jak wiadomo w przypadku kobiety jest to najcięższy grzech. Ciekawe, że nikt nie analizuje tak wnikliwie urody ich mężów. 

Jeśli chodzi o Teodorę Giebułtowską, później Matejkową, to zarzuty dotyczące braku urody wynikają chyba z przykładania do niej współczesnych kanonów. Młoda Teodora może i była pulchna, ale wtedy szczupłe sylwetki nie były w cenie. Talię osiągało się przy pomocy gorsetu, za to ręce, ramiona, szyja powinny być miło zaokrąglone. Teosia chyba spełniała te kryteria. Dołóżmy do tego wielkie oczy o niespotykanej fiołkowej barwie i – tak wnioskuję z wizerunków – piękne włosy. Matejko miał za czym szaleć.

Rysunek - głowa kobiety
Jan Matejko, Portret żony (źródło: Wikimedia Commons)

Pewną maniupulacja jest opieranie sądów o urodzie pani Matejko na podstawie jej późnych fotografii. Na jednej z najpopularniejszych Teodora ma około 50 lat. Jak na ówczesne standardy to już dość poważny wiek. Do tego Matejkowa urodziła wcześniej piątkę dzieci (jedno zmarło niedługo po porodzie) i chorowała na cukrzycę, którą leczono wówczas wyjazdami do wód i morfiną, czyli de facto nie leczono wcale. Jak niby miałaby wyglądać?

Fotografia portretowa kobiety w ciemniej sukni, ciemnym płaszczu i ciemnym kapeluszu
Teodora Matejko, 1894-96, Muzeum Narodowe w Krakowie (fragment)

Przejdźmy do drugiej Teosi – Teodory Teofili Pytko. O niej już w szkole, przy okazji omawiania Wesela, słyszałam straszne rzeczy: brzydka, pospolita baba. Pamiętam, że ilustrować tę tezę miał małżeński portret Wyspiańskich.

Portret dwóch osób: po lewej kobieta w chustce na głowie, po prawej mężczyzna w serdaku
Stanisław Wyspiański, Autoportret z żoną, 1904, Muzeum Narodowe w Krakowie

Jasne, Teosia Wyspiańska, zwłaszcza w kontraście do drobnego męża, była dobrze zbudowaną, pospolitą kobietą. No właśnie: raczej przeciętną niż brzydką. I znów – kim innym miałaby być? Życie jej nie oszczędzało. Pochodziła z ubogiej wiejskiej rodziny, zapewne od wczesnej młodości harowała jako posługaczka (najgorsza kategoria służących, związana z naprawdę ciężką fizyczną pracą), urodziła czwórkę dzieci.

Fotografia portretowa kobiety
Teofila Teodora Wyspiańska, CBN Polona

Najważniejsze wydaje mi się jednak to, że – zwłaszcza w kwestii związków – piękno leży w oku patrzącego. Mogą nam się nie podobać panie Matejkowa i Wyspiańska, ale wyraźnie podobały się swoim mężom. A co do tego nie mam większych wątpliwości patrząc na to, jak je portretowali. Teodora Matejko na obrazach zamienia się – dosłownie! – w królową.

Portret kobiety w białej sukni, z welonem na głowie
Jan Matejko, Portret żony artysty, Teodory z Giebułtowskich, 1879, Muzeum Narodowe w Warszawie

Wyspiański swoją żonę portretował w bardziej codziennych okolicznościach, ale za to z niemałą dozą czułości.

Nieżyczliwi świadkowie

Zanim przejdę do zarzutów cięższego kalibru, to chcę zaznaczyć, że w obu przypadkach większość relacji pochodzi z ust osób co najmniej nieżyczliwych kobietom. Wiele wspomnień o Matejce zawdzięczamy jego sekretarzowi, Marianowi Gorzkowskiemu. Był on do Teodory wrogo nastawiony i kto wie czy w jakimś stopniu nie przyczynił się do rozpadu małżeństwa Matejków.

Teodora Matejko opisywana jest głównie przez pryzmat swojego wybuchowego charakteru. Słynne były awantury w domu przy ul. Floriańskiej. Tu mała dygresja: każde piętro fasady kamienicy ozdobione było maszkaronem, stąd popularna nazwa „Pod Trzema Pyskami”. Złośliwi mówili ponoć o „czterech pyskach”, z których czwarty miał należeć oczywiście do Teodory. Pani Matejkowa od dziecka miała mocny temperament. W czasach, gdy panienka powinna być przede wszystkim spokojna i zgodna musiał on bardzo razić. Nie ulega też wątpliwości, że z czasem jej stan zdrowia psychicznego stawał się coraz gorszy. Przypominam: żeby leczyć objawy cukrzycy, faszerowano ją morfiną, już samo to musiało mieć wpływ na jej zachowanie. Również śmierć malutkiego dziecka nie należy do łatwych przeżyć. Na pytanie, czy zamknięcie Teodory (podstępem!) w szpitalu psychiatrycznym i ubezwłasnowolnienie jej były naprawdę konieczne trudno dziś odpowiedzieć. Niewykluczone, że w pewnym momencie stanowiła zagrożenie dla siebie i innych. Niewykluczone także, że to Gorzkowski bardzo chciał się jej pozbyć.

Teodorze Matejko zarzucano ponadto rozrzutność i ekscentryczność. Wydaje mi się, że to przede wszystkim wina rozbieżnych charakterów jej i jej męża. Ona chciała bywać, prowadzić bujne życie towarzyskie, on – w spokoju pracować. Za niebywałe dziwactwo uważano, że już jako dojrzała kobieta zapragnęła lekcji śpiewu. Jednocześnie wszyscy powtarzali, że miała do tego duży talent. Miała też inne zdolności – między innymi plastyczne – ale wszystkie mogła rozwijać tylko jako pensjonarka, w ramach przyjętych dla panien na wydaniu. O karierze profesjonalnej śpiewaczki nie miała nawet co marzyć. Jestem sfrustrowana na samą myśl o tym. Jak sfrustrowana musiała być ona?

Jan Matejko, karykatura, 1872 r., Muzeum Narodowe w Krakowie

Teofili Teodory Wyspiańskiej nie lubił chyba nikt z otoczenia jej męża, a nade wszystko Joanna Stankiewiczowa – ciotka, która w zasadzie wychowała malarza. Wszystkie zarzuty sprowadzić można do tego, że wywodziła z zupełnie innej klasy społecznej i zachowywała się w sposób, który wprost wynikał z takiego pochodzenia. Nazywano ją ordynarną, chciwą, oskarżano o zaniedbywanie męża, a nawet znęcanie się nad nim w ostatnich latach choroby. Z relacji bardziej przychylnie nastawionych świadków można jednak wnioskować, że Teosia była zaradna, a mężem opiekowała się jak umiała. Być może nieumiejętnie – zapewne wiele zaleceń lekarskich było dla niej niezrozumiałych i bardziej ufała sprawdzonym, swojskim metodom (na przykład wzmacniającej mocy alkoholu, który Wyspiańskiemu wyłącznie szkodził). Opiekując się gromadką dzieci i prowadząc gospodarstwo nie miała też pewnie dość siły i cierpliwości dla leżącego, wymagającego obsługi męża. Powtarza się historię o tym jak w szpitalu, gdzie przewieziono umierającego malarza pamiętała o zabraniu jego futra, mówiąc, że nie będzie mu już potrzebne i że ktoś może je ukraść. Czysta bezduszność czy raczej pragmatyzm kobiety wychowanej w nędzy? Podobnym pragmatyzmem był zapewne szybki ślub z sąsiadem – kolejny występek Teodory. Krytykowali go jednak ludzie, którzy nigdy nie stanęli przed wyzwaniem samodzielnego prowadzenia gospodarstwa na wsi.

Portret kobiety od pasa w górę w stroju ludowym
Stanisław Wyspiański, Portret żony w serdaku, 1902, Muzeum Narodowe w Warszawie

Widziały gały co brały

Z najbardziej powszechnej narracji na temat dwóch Teodor można wnioskować, że ich mężowie wpadli w małżeństwa z nimi niczym w pułapkę. Trudno o większą bzdurę. Jeśli ktoś mógł w tamtych czasach swobodnie decydować z kim weźmie ślub, to na pewno nie były to kobiety. W obu przypadkach artyści musieli wykazać się nawet pewną determinacją, żeby ożenić się ze swoimi wybrankami. Matejko, choć lubiany przez rodzinę Giebułtowskich, wydawał się im kiepską partią. Wyspiański popełnił mezalians wbrew całemu swojemu otoczeniu. Przy okazji obaj dobrze wiedzieli z kim się żenią.

Matejko w domu Giebułtowskich bywał od dziecka, Teodorę poznał jako kilkuletnią smarkulę. Z pewnością doskonale znał jej „trudny” charakter. Zresztą jeden z jej najsłynniejszych wybuchów miał miejsce podczas oświadczyn: ponoć panna Teodora z furią cisnęła pierścionek na ziemię. Gdyby to odstraszało Matejkę, to miał idealną okazję do ucieczki. Jakiś czas temu pisałam dla Niezłej Sztuki dłuższy artykuł o małżeństwie Matejków. Zacytowałam tam fragment książki Marii Szypowskiej i teraz zacytuję go raz jeszcze:

Życie Matejki z Teodorą nie było nieustannym piekłem – ale nieustannym przerzucaniem się od piekła do nieba najwyższych uniesień. Nigdy nie była to szara zwyczajność (…) Matejce jego pasje codzienne („pasje” – gwałtowne uczucia i „pasje” – męczarnie) po prostu były niezbędne do życia, do malowania postaci pełnych pasji. Nie nadużywał alkoholu, nie sięgał po narkotyki, miał za to swoją Teodorę.

M. Szypowska, Jan Matejko wszystkim znany, Poznań 2016, s. 158.

Wyspiański ożenił się z Teodorą Teofilą już po tym jak urodziła mu dwoje nieślubnych dzieci (najstarszy syn kobiety, Teodor Tadeusz, nie był raczej biologicznym dzieckiem artysty, choć został przez niego usynowiony). Już wcześniej pomieszkiwali razem, a Teosia opiekowała się nim w chorobie. Decyzja o ślubie nie była dla Wyspiańskiego prosta, ale na pewno nie była podjęta bez świadomości z kim się wiąże.

Sama panna młoda raczej nie miała wyboru. Podejrzewam zresztą, że Staś był najlepszym, co się w jej życiu przydarzyło. Mówimy o czasach bardzo brutalnych dla samotnych matek. Służąca, której panicz „zrobił brzuch” miała wielkie szczęście, jeśli na odchodne dostała jakieś pieniądze. Dla większości takich kobiet jedynym dostępnym sposobem na przeżycie stawała się prostytucja. Zresztą co ja Wam będę opowiadać, pewnie czytaliście Moralność pani Dulskiej

Co więcej Teosia była dla Wyspiańskiego pod wieloma względami wymarzoną żoną. Czy panie z towarzystwa, załamujące ręce nad mezaliansem wielkiego artysty, oddałyby mu ręce swoich córek? Szczerze wątpię. Przez większość życia Wyspiański klepał biedę, a gdy jego sytuacja finansowa trochę się poprawiła, to pogorszyło się jego zdrowie. Ponadto panienka z dobrego domu pewnie chciałaby prowadzić salon, bywać, przyjmować gości. Tego Wyspiański by nie zdzierżył – od gości zdecydowanie wolał święty spokój pozwalający na pracę. Prosta w obyciu Teodora potrafiła skutecznie pozbywać się natrętów. Przede wszystkim jednak ogarniała całą prozę życia, nie wtrącając się ani trochę w twórczość męża. 

Teosia nie przynosiła idei, tylko ołówki i papier. […] dobrze gotowała, czuwała, ubierała, strzygła swego męża.

Cytat z wywiadu z Teodorą Teofilą Wyspiańską przeprowadzonego w latach 30. przez Ludwika Tomanka, za: https://blog.mnk.pl/czy-wyspianski-mogl-ja-kochac.

Zamiast bibliografii:

Wpis prawie w całości wymyśliłam w drodze do pracy, bazując na informacjach zdobytych przy okazji pisania innych artykułów. Polecę więc tylko trzy książki, do których moim zdaniem warto zajrzeć w kontekście tego tematu.

O Teodorze Matejko z empatią i bez demonizowania: Antecka J., Buyko M., Teodora moja miłość. Życie codzienne Jana i Teodory Matejków, Olszanica 2014.

Imponująca biografia Wyspiańskiego, której autorka prostuje niektóre informacje na temat jego małżeństwa:  Śliwińska M., Wyspiański. Dopóki starczy życia, Warszawa 2017.

I na koniec ciekawa pozycja o życiu służby: Kuciel-Frydryszak J., Służące do wszystkiego, Warszawa 2018.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s